Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!
26
Wt, Wrz

Wywiady

P: Moje pierwsze pytanie. Firma IFDL została założona 35 lat temu.

O: Zgadza się.

P: To właśnie pański ojciec założył firmę 35 lat temu. Jak wpadł na ten pomysł?

O: To dobre, bardzo dobre pytanie. Mój ojciec pracował dla rządu Stanów Zjednoczonych, przez wiele lat zajmował się ochroną żywności i przepisami dotyczącymi artykułów pościelowych. Zdał sobie sprawę z tego, że nie ma odpowiednich norm, metod analizy puchu i pierza, więc zaczął je opracowywać na potrzeby przemysłu, jeszcze pracując dla rządu. Po wielu latach stwierdził, że nadszedł odpowiedni moment, żeby założyć niezależne laboratorium, które zajmowałoby się analizą puchu i pierza. I tak, po latach pracy dla rządu wraz z moją matką założyli tę firmę.

 

P: Czy to znaczy, że przed rokiem 1978 nie istniały żadne normy, które by to regulowały?

O: Owszem, istniały pewne szczątkowe normy, ale nie było przejrzystych metod analizy. Były one mało precyzyjne, nie sprzyjały uzyskiwaniu dokładnych wyników. Ojciec je dopracował. Jako prezes stanowego stowarzyszenia ds. artykułów pościelowych opracował niektóre normy, które stosujemy do dzisiaj w analizie puchu i pierza.

P: A zatem, pański ojciec był pierwszym, który ustanowił te normy w Stanach Zjednoczonych.

O: Owszem, był jednym z pierwszych.

P: Kto jest zainteresowany przeprowadzaniem testów w waszym laboratorium? Czy są to tylko producenci pierza czy może również i kupcy?

O: To bardzo dobry pytanie. Kim są nasi klienci?

P: Dokładnie.

O: Nasi klienci to sprzedawcy detaliczni, przez konsumentów aż do producentów, przedsiębiorstw handlowych, zakładów przetwórstwa, rządów, stowarzyszeń… Wszyscy w łańcuchu dostaw przeprowadzają analizy w IDFL, żeby potwierdzić jakość produktu, który jest im dostarczany. Zaczynając od zakładu przetwórstwa, który kupuje puch z ubojni aż po sklep, który sprzedaje produkt klientowi, wszyscy oni chcą współpracować z nami.

P: Czy po wykonaniu testów przyznawane są jakieś certyfikaty, które gwarantują jakość i mogą być wykorzystywane np. w sądzie?

O: Tak. Zazwyczaj na naszych certyfikatach zaznaczone jest, że dotyczą tylko próbek, które zostały do nas nadesłane. Jeśli natomiast otrzymamy niewłaściwą próbkę, testy będą niemiarodajne. Jednak zazwyczaj wyniki naszych analiz są dopuszczane przez sądy, tak jak to miało miejsce w Korei, Hong-Kongu, Stanach czy w Europie.

P: Znaczy to, że powoływano się na wasze certyfikaty w sądach?

O: Tak, są one traktowane jak pełnoprawne analizy jakości puchu i pierza.

P: Wspomniał pan, że pański ojciec pracował na państwowym stanowisku. Czy w dalszym ciągu współpracujecie z rządem, prowadzicie dla nich analizy?

O: Tak, mamy kontrakty z rządem, umowy ze stanami takimi jak Kalifornia, Utah czy Connecticut. Przeprowadzaliśmy również analizy dla rządu Stanów Zjednoczonych, Australii i Nowej Zelandii.

P: To rzeczywiście sporo. A czy w 35-letniej historii pańskiej firmy zaszły duże zmiany jeśli chodzi o normy? I jeśli tak, to czy są to zmiany na lepsze czy na gorsze?

O: Na przestrzeni tych 35 lat normy w naszej branży zdecydowanie zostały ulepszone. Wcześniej miały one roboczy, ogólny charakter. Dla przykładu, 35 lat temu w Europie pod określeniem „półpuchowy” kryła się zawartość jedynie 15% puchu. Dziś, w większości krajów „półpuchowy” oznacza rzeczywiście 50% zawartość puchu. Jak widać normy, oznaczenia są teraz bardziej przejrzyste dla odbiorcy, który może polegać na metce wskazującej na jakość kupowanego przez niego produktu.

P: Czy standardy w Stanach są surowsze niż te, które mamy tu, w Europie?

O: W Stanach normy są nieznacznie surowsze, m.in. w kwestii puchu, np. w Stanach jeśli coś ma oznaczenie „80% puchu” to właśnie tyle musi go zawierać. Natomiast w Europie wystarczy, że zawiera go 72%. Widać więc, że amerykańskie normy są nieco surowsze.

P: Czy istnieje tendencja by ujednolicić normy obowiązujące w różnych krajach?

O: Rzeczywiście, normy różnią się w zależności od kraju. Świat zmierza powoli do ich ujednolicenia i podejrzewam, że w ciągu kilku lat osiągną one poziom amerykańskich, które już teraz są przypominają japońskie, australijskie, koreańskie, a nawet chińskie, będące obecnie trochę surowsze niż Europejskie. Więc tak, myślę, że za jakiś czas standardy będą podobne. Natomiast jeśli chodzi o metody analizy to są one niemal identyczne we wszystkich krajach.

P: A według pana, które normy są bardziej naturalne, żeby nie powiedzieć lepsze?

O: Wydaje mi się, że śmiało możemy również mówić o tym, które są lepsze. Europejskie normy są w porządku, cechują się pewną dozą tolerancji przy podawaniu właściwości produktu. Większość norm na świecie jest zupełnie do przyjęcia jako opis produktów, których dotyczą. Nie ma z tym większych problemów.

P: Czy w takim razie znaczy to, że jeśli otrzymujecie próbkę do analizy potrzebujecie również informacji na temat tego, według których norm ma ona zostać przebadana?

O: Tak. Jest to istotne, ponieważ każdy kraj ma swoje zasady. Na przykład, w Europie, w produkcie opisywanym jako gęsi dopuszczalna jest zawartość 30% pierza kaczego, więc jeśli zostaje nam zlecona analiza pierza gęsiego, musimy wiedzieć z jakiego kraju. Jeśli będzie to kraj europejski, dopuszczamy zawartość 30% pierza kaczego, jeśli analizujemy próbkę ze Stanów czy Japonii, ta dopuszczalna zawartość spada do 10%.

P: Czy na przestrzeni tych 35 lat wzrosła ilość wykonywanych analiz?

O: Zdecydowanie tak. Są tego dwie przyczyny. Po pierwsze, firmy mają dziś lepsze laboratoria i prowadzi się więcej niezależnych badań. A po wtóre, wynika to ze zmian, którym uległ rynek. Jeszcze dwadzieścia lat temu, większość produktów wytwarzanych w danym kraju była w nim sprzedawana. Jeśli ktoś był producentem z Polski, sprzedawał w Polsce, jeśli ktoś sprzedawał we Francji znaczyło to, że był producentem z Francji. Dziś to przemysł na skalę światową: surowce produkuje się w Polsce i Wietnamie, wysyła do czyszczenia w Stanach, a następnie do fabryki w Indonezji, żeby tam wypełnić nimi kurtki, które później zostaną sprzedane we Francji. Widzimy, że puch podróżuje z kraju do kraju i z tego powodu oraz przez to jak łatwo go mieszać, na każdym etapie należy go sprawdzać, by mieć pewność, że jego jakość jest na odpowiednim poziomie.

P: Czy to znaczy, że na każdym etapie wykonujecie inne analizy czy staracie się by produkt końcowy był zgodny z normami danego kraju?

O: Musimy wiedzieć jaki jest docelowy standard. Na przykład, jeśli wiemy, że ostatecznie puch ma stanowić wypełnienie japońskiego płaszcza, nawet jeśli przeprowadzamy analizy w Polsce, robimy to dla standardów japońskich, kiedy badamy go w Stanach, gdzie jest czyszczony, robimy to znów według japońskich norm; i kiedy w końcu dociera on do Chin, by zostać użytym do produkcji kurtek, również robimy to według japońskich norm. Mamy więc nadzieję znać standard już na początku analiz.

P: Czyli pańska firma zajmuje się analizami. Poza tym przyznajecie certyfikaty fabrykom z branży pościelowej.

O: Tak.

P: Na które z waszych usług jest teraz największe zapotrzebowanie?

O: Na początku swojej działalności firma IDFL była laboratorium analitycznym. Obecnie, zmieniła się nasza misja. Naszą misją stała się praca. Chcemy stać się ekspertami ds. kontroli jakości dla całego sektora przemysłu tekstylnego. Testujemy i przyznajemy certyfikaty jakości wszystkim rodzajom wypełnień, włączając pierze i puch. Wielkie znaczenie dla certyfikatu jakości ma teraz identyfikowalność.

P: Czym ona dokładnie jest? Czy ma to coś wspólnego ze standardem bluesign?

O: Słusznie pan pyta. Standard bluesign informuje o warunkach produkcji, jej ekologicznym aspekcie. Identyfikowalność pomaga prześledzić łańcuch dostaw. Chcemy, czy też klienci, kupcy, powiedzmy, że taki wielki sklep jak IKEA, wszyscy chcą wiedzieć z których gospodarstw i rzeźni surowce otrzymują, kto zajmował się czyszczeniem, kto szyciem, żeby mieć pewność, że wszystko odbywa się jak należy.

P: Ale najważniejsze jest dla nich, żeby gęsi nie były skubane żywcem ani karmione na siłę, zgadza się?

O: Są to dwa spośród interesujących aspektów identyfikowalności. Ludzie chcą wiedzieć czy gęsi nie są żywcem skubane, a niektórzy klienci, ale nie wszyscy, nie popierają karmienia siłą, jak to ma miejsce przy produkcji foie gras. Inny klienci chcą z kolei mieć pewność, że jeśli na metce mają napisane Kraj pochodzenia: Węgry to rzeczywiście tak jest. To jest element identyfikowalności. Jeśli mamy polski puch, to jest on z Polski. To również jest element identyfikowalności. Ale rzeczywiście najważniejsze dwie kwestie wspomniał pan na początku.

P: Czyli identyfikowalność pozwala prześledzić krok po kroku drogę, jaką przebył produkt, kto miał z nim kontakt i skąd naprawdę pochodzi. Słyszałem, że kiedy, przykładowo, kupuję kurtkę, mogę w Internecie sprawdzić dokładnie z której części Polski czy Węgier ona jest. Czy to prawda?

O: Taki właśnie jest ostateczny cel identyfikowalności. Podam panu dobry przykład. Kiedy idzie pan kupić pomidory w Szwajcarii na spodzie opakowania znajduje się informacja dokładnie z jakiego miasta i którego gospodarstwa te pomidory pochodzą. To nie dotyczy więc jedynie pierza i puchu. To zmiana na skalę światową, globalny trend, że klienci i sprzedawcy detaliczni, sklepy, supermarkety chcą wiedzieć skąd pochodzi każdy produkt.

P: To istotne by wiedzieć skąd pochodzi dany produkt jeśli nam pasuje lub gdy jest dokładnie na odwrót.

O: To ciekawy problem. Dla mnie osobiście nie ma znaczenia, z jakiego gospodarstwa pochodzi dany produkt. Dla mnie istotne jest czy smakuje dobrze, czy jest w porządku. Jest wielu konsumentów, którzy myślą podobnie, ale są i tacy, których żywo to interesuje.

P: Dla mnie wygląda to tak jakby ktoś kreował takie trendy. Pamiętam jak siedem lat temu kupcy twierdzili, że gęsi powinny byś skubane. Obecnie wiemy, że tak być nie powinno. Niektórzy weterynarze, z którymi rozmawiałem, wspominali, że jeśli gęsi nie są podskubywane to może to skutkować u nich problemami z jelitami jak również odkładaniem się toksyn w mięsie. A zatem, co jest ważniejsze dla klienta? Jakość mięsa czy fakt, że gęsi nie były skubane?

O: To kolejne trafne pytanie, ponieważ przemysł mięsny jest najbardziej dochodową dziedziną dla hodowców. Pierze i puch mają mniejszy udział w zyskach, więc myślę, że to mięso jest dla nich ważniejsze i muszą robić to, co najbardziej służy jakości mięsa.

P: Chciałbym też zadać pytanie Matthew. Czy pamiętasz jak spotkaliśmy się w firmie Sedar? Tam przedstawiciel jednego z odbiorców powiedział, że nie zależały im na skubaniu gęsi i, że nie dbają o odbiorców pierza. Nie chcieli nawet wdawać się w dyskusje z kimkolwiek z tej gałęzi przemysłu. Czy to nie znaczy w takim razie, że ustaliliśmy jakiś nowy standard, który pozwala nam zaopatrywać klientów i w mięso i w pierze niskiej jakości? Pytam, ponieważ, z tego, co mi wiadomo, jeśli oskubiemy gęś zanim zostanie zabita, otrzymamy nie najlepszy surowiec.

O: Tak, zgadza się.

P: Analizy przeprowadzane w pańskim laboratorium w ostatnich 6 miesiącach pokazują, że kiedyś z 800 uzyskiwaliśmy 7,50, obecnie z tych samych rzeźni otrzymujemy 6,50-6,70.

O: Tak, wydaje się, że mamy do czynienia z obniżającą się jakością surowców i, choć nie znam szczegółowych danych z Polski, w Chinach, na przykład, ptaki zabija się wcześniej, co skutkuje otrzymywaniem mniejszego puchu.

P: Zgadza się. Obecnie w Europie najbardziej popularne są 9-tygodniowe gęsi. Mówi się o nich, że są prawdziwe. I takie są zabijane. Ale w ubojni twierdzą, że są to jeszcze młodsze ptaki. Ale ja mam na myśli ptaki około 16-tygodniowe, które rzeczywiście mają więcej połamanych piór, pierze jest pożółkłe.

O: Tak, tak się dzieje jeśli nie są podskubywane. Prawo w krajach Europy dopuszcza pozyskiwanie pierza i puchu zanim ptaki trafią do rzeźni z uwagi na pewne tego zalety. Jest to w 100% legalne w Europie, legalne w niektórych krajach Europy Wschodniej i sądzimy, że skoro tak jest to należy uszanować decyzję ludzi, którzy decydują się na taki sposób pozyskiwania. Oczywiście, firmy mają wybór czy kupować pierze od tych dostawców czy nie.

P: Ale należy pamiętać przy tym, że mówimy wtedy o innej jakości gęsiny. Mogę się z panem zgodzić, jeśli mówimy o gęsiach, które idą na mięso. Jeśli natomiast mówimy o samicach, 3-4-letnich, to należy je podskubywać, ponieważ jest to jeden z naturalnych kroków w regulowaniu procesu składania jaj. Skubanie może opóźnić ten proces o miesiąc lub dwa.

O: Są pewne ważne powody, dla których firmy decydują się na pozyskiwanie pierza z żywych ptaków. W ten sposób pozyskane pierze, skubane ręcznie jest po odpowiednim okresie linienia, co jest prawnie dozwolone w Europie, i, co powinno zostać uszanowane, w szczególności przez firmy i organizacje takie jak 4Paws. Nie protestują one przecież przeciwko czemuś, co jest nielegalne. Protestują przeciwko praktyce zgodnej z prawem i uświeconej tradycją. My nie widzimy zatem powodu by zakazywać tego komukolwiek, chyba, że producenci sami zdecydują się z tego zrezygnować. Jeśli tak będzie, w porządku. Jednak nie powinno zakazywać się tego wszystkim firmom.

P: Jeśli zakazalibyśmy użycia tego typu surowca to automatycznie musielibyśmy zmienić też normy. Jeśli mowa o surowcach pierwszej klasy to nie da się go pozyskać w ten sposób, więc nie możemy ustanawiać norm których nie spełnia żaden surowiec na rynku.

O: Zgadza się. To bardzo istotne pytanie dla kupców. Najlepiej jest kiedy kupcy mają dostęp do wszelkich dokładnych i właściwych informacji. Jeśli kupcy uzyskują je od pańskiej organizacji, od polskiego rządu, stowarzyszeń, są w stanie podejmować lepsze decyzje. Dlatego istotnym jest, żeby pańska organizacja zapewniała odpowiednie dane marketingowe, dane dotyczące sposobów pozyskiwania surowców, również tego tradycyjnego.

P: Obecnie większość ludzi zdaje się być zainteresowana jedyne sprzedażą własnych produktów i zarobkiem, za nic mają tradycję, rynek. Jedno z ostatnich pytań jakie mam do pana. Wiem, że pańska firma ma biura w Stanach, w Europie. Czy gdzieś jeszcze na świecie otwieracie nowe oddziały?

O: Tak, w zeszłym roku ruszyło biuro w Tai Pei, na Tajwanie. Mamy tam zespół składający się z dziesięciu osób i prowadzimy analizy już od pół roku.

P: Czyli firma się rozwija?

O: Owszem. W zeszłym roku odnotowaliśmy 30% wzrost obrotów.

P: Doskonale. A czy firma różni się od tej, która została założona w 1978?

O: Wciąż jest to rodzinny biznes.

P: Co chciałby pan dodać na temat swojej firmy i jak by ją pan zareklamował?

O: Mamy poczucie, że IDFL jest najdokładniejszym laboratorium an świecie, ponieważ przywiązujemy szczególną wagę do tego, by każda próbka, która do as trafia została należycie przebadana. Innym istotnym dla nas elementem prowadzenia działalności jest uczciwość. Nikt nie jest w stanie nas kupić, jesteśmy fair w stosunku do wszystkich naszych klientów. By to zapewnić, analizujemy próbki w dwóch laboratoriach. Na przykład, w naszej filii w Chinach badamy wszystkie próbki otrzymane w Chinach i te otrzymane w Stanach. Taka sama procedura obowiązuje w pozostałych laboratoriach.

P: I ostatnie pytanie. Czy wykonujecie analizy tylko dla firm, które zajmują się pierzem i puchem czy też dla tych z branży tekstylnej?

O: Zajmujemy się następującymi kwestiami: badamy wszystkie typy wypełnień, jesteśmy w stanie analizować pierze, puch, poliester, wełnę, bawełnę, cokolwiek używanego jako wypełnienie. Badamy również materiały, każdy rodzaj tkaniny, który może zostać użyty do uszycia kurtek, pościeli, cokolwiek, co jest wypełniane pierzem lub puchem. Zajmujemy się również kontrolą produktów i fabryk, a więc wszystkim, co odnosi się do jakości.

P: Czyli to znaczy, że IFDL gwarantuje 100% jakości?

O: Tak. Przychodząc do nas klient może liczyć na jakość od początku do końca.

P: Dziękuję za rozmowę.

O: Ja również dziękuję.